piątek, 9 lipca 2010
Robin Hood
I znowu sięgam po hiciory z czołówki repertuaru kinowego chociaż mówiłam, ze nie będę. Szczerze mówiąc nie chciało mi sie Robina oglądać... Z resztą 2godz i 10 min to nie jest mało. Dla mnie stanowczo za dużo. Myślałam, ze ta historia będzie powiązana z fabuła serialu, albo chociaż z "Księciem złodziei", a tutaj wielkie zaskoczenie bo ma się ona nijak do wcześniej mi znanych adaptacji. Hood wg Ridley Scotta nie nosi rajtuzów i zielonego kaptura, a w głównej scenie batalistycznej jego bronią jest młotek! Generalnie przypominał mi jedynie "Gladiatora" w wersji bardziej brytyjskiej. Ten sam reżyser i ten sam Russell Crowe, na którego zawsze patrze przez pryzmat "Pięknego umysłu" więc tutaj wydawał mi się nieco zabawny... Natomiast Cate Blanchett ze swoją celtycką uroda wpasowała się nieźle. Ogół bez szaleństw. Dla fanatyków.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz