wtorek, 29 czerwca 2010

Bracia

Nie lubię współczesnych filmów wojennych. Oglądając je odzywają się moje głęboko pacyfistyczne poglądy. Nie potrafię jakoś współczuć bohaterom. No bo przecież nikt ich nie zmuszał? Sami zdecydowali się na taką pracę za bagatela niemałe pieniądze. Tak więc do "Braci" nie było mi spiesznie. (stąd ta duża przerwa w dodawaniu notek...) Ale obiecałam siostrze, że obejrzę więc się zmuszałam kilkakrotnie. Czy było warto? Szczere mówiąc... Jest to film niezwykle przejmujący, przepełniony emocjami, obok których nie da się przejść obojętnie. Chwilami z przerażenia zmuszona byłam nawet zasłonić oczy jak mała dziewczynka. Fabuła jednak jest przewidywalna, a cała ta historia tak jakby już gdzieś była... I nie chodzi mi tu o jego europejski pierwowzór ponieważ go nie widziałam. Ci którzy widzieli mówią, że ta wersja się nie umywa... Mimo wszystko pokazanie emocji oraz tego co się dzieje w głowach żołnierzy oraz ich rodzin zasługują na uznanie. Jednak czuć w tym komercję i smak amerykańskiego popcornu pokrytego dużą porcja lukru made in USA...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz