piątek, 2 lipca 2010

Seriale

Seriale to nieodzowna część naszego życia. I nie oszukujmy się jeżeli teraz nie masz ulubionego serialu, nie miałeś go w dzieciństwie to na pewno będziesz miał go na emeryturze! ja po seriale sięgałam najchętniej przed maturą bo stanowią one także przyjemną formę odmóżdżenia. Tak np stałam się oglądaczką "Plotkary". Jest to produkcja ambitna lecz jedynie finansowo. Tak więc miło jest popatrzeć na torebki i buty, na których podróbki nawet mnie nie stać. Natomiast serialu "Skins" stałam się rasową fanką. A że oba te seriale od jakiegoś czasu mają wakacje więc postanowiłam odświeżyć stare miłości...
Seks w wielki mieście, Jezioro marzeń, Przyjaciele, Ally McBeal, Asy z klasy, Roswell, Felicyty, Ich pięcioro, Siódme niebo, Ostry dyżur... to tylko kilka z tych tytułów, których starałam się obejrzeć każdy odcinek. W większości z nich nie pamiętam już imion głównych bohaterów.
Czy zastanawialiście się kiedyś jak bardzo wpływają na nas seriale?
To pytanie zadałam sobie gdy rok temu obejrzałam jednym haustem 4 sezony "Trawki". Z przerażeniem stwierdziłam( Ja?! Ja przeciwnik wszelkich narkotyków), że trawka to nic złego... Podobnie miałam po "Dexterze" kiedy po kilku odcinkach zaczęłam gościa po prostu lubić. A ja przecież nie chce lubić nałogowego mordercy! Albo House? Kto nie lubi House? ( no są wyjątki...) a przecież to gbur i z pewnością dostałby od nas kilka ciętych uwag gdyby był naszym lekarzem. Mnie ostatnio zaskoczyła chęć zakupienia wisiorka z moim imieniem. Najgorszy kicz jaki mogę sobie wyobrazić. Fuuuu! Ale na szyi Carry Bradshaw reprezentuje się całkiem przyzwoicie... Jak to jest możliwe, że bohaterowie seriali, ludzie których nie znamy, mogą zmieniać tak diametralnie nasze zdanie na jakiś temat? W ogóle co one mają w sobie, że zaczynamy je oglądać? W czym tkwi fenomen oper mydlanych?

2 komentarze:

  1. W ubiegłe wakacje cholernie mnie wciągnęła "Radiostacja Roscoe"... przypomniały mi się czasy, kiedy to na kanale Fox Kids oglądało się "Liceum Na Morzu" (potem w TVP emitowane jako "Szkoła na fali")

    Generalnie nie rozumiem co się ludziom podoba w dr. House, Lostach czy Prison Break... a najlepsze jest to, że od pierwszego odcinka wiernie oglądam... hahaha "Pierwszą Miłość". I przyznam... nie wiem co w tym fajnego, ale wsysło mnie ;)

    Dzięki za tego bloga, obserwuję. Dobrze poczytać o filmach/serialach w "swoim" języku, a nie w wydumanych recenzjach pisanych przez krytyków chociażby Filmweba (co jeden to lepszy)

    OdpowiedzUsuń
  2. to prawda! w dzieciństwie oglądałam z mamą nałogowo "Na wariackich papierach" i podkochiwałam się trochę w Davidzie :) (choć nie miałam jeszcze nawet 10 lat) potem zupełnie o tym zapomniałam. ostatnio obejrzałam przez przypadek jeden odcinek i okazało się, że... mój partner jest niemal wiernym odbiciem Davida :D teraz się śmieję, że mojej córce będę wszystko cenzurować, żeby znalazła sobie poważniejszego faceta.

    nawiasem mówiąc z seriali, które wymieniłaś jako ulubione oglądałam prawie wszystkie z językiem na brodzie ;)

    OdpowiedzUsuń